Encuentros virtuales en vivo: sábado 18 julio, 14:00 EST

¡Gracias por unirse a nuestra sesión hoy!

Nuestro texto fue “Al borde de Gloria Fuertes, publicado a continuación.

Vamos a escribir: “Escribe acerca de estar al borde.”

Se alienta a los participantes a compartir lo que escribieron a continuación (“Deja una respuesta”), para mantener la conversación aquí, teniendo en cuenta que el blog, por supuesto, es un espacio público donde no se garantiza la confidencialidad.

¡Cuéntenos más sobre su experiencia en este taller completando esta breve encuesta!

Por favor, únase a nosotros para nuestra próxima sesión en español: Sábado, 1 de agosto a las 2 pm EST, con más veces listadas en inglés en nuestra página de sesiones grupales virtuales en vivo.


Al borde - Gloria Fuertes

Soy alta;
en la guerra
llegué a pesar cuarenta kilos.
He estado al borde de la tuberculosis,
al borde de la cárcel,
al borde de la amistad,
al borde del arte,
al borde del suicidio,
al borde de la misericordia,
al borde de la envidia,
al borde de la fama,
al borde del amor,
al borde de la playa,
y, poco a poco, me fue dando sueño,
y aquí estoy durmiendo al borde,
al borde de despertar.

Laboratori Di Medicina Narrativa: sabato 18 luglio dalle 16 alle 17.30

Siamo stati molto lieti di avervi qui con noi!

Abbiamo letto insieme la poesia “Ex Voto” di Eugenio Montale (allegato al termine di questa pagina)  

In seguito, abbiamo usato il prompt “Era o non era…”.

Condivideremo ulteriori dettagli della sessione nei prossimi giorni; vi invitiamo a rivisitare questa pagina nei prossimi giorni!

Invitiamo i partecipanti del laboratorio a condividere i propri scritti nella parte “blog” dedicata alla fine della presente pagina (“Leave a Reply”). Speriamo di creare, attraverso questo forum di condivisione, uno spazio in cui continuare la nostra conversazione!

Stiamo raccogliendo impressioni e breve feedback sui nostri laboratori di medicina narrativa su Zoom!

Questo breve questionario (anonimo, e aperto a chiunque abbia frequentato almeno un laboratorio) è molto importante per noi, e ci permetterà di elaborare sul valore dei nostri laboratori e sul ruolo dello spazio per riflettere e metabolizzare il momento presente. Vi preghiamo quindi di condividere le nostre riflessioni con noi! 


Ex voto
 
Eugenio Montale, “Satura”, 1971
 
Accade
che le affinità d’anima non giungano
ai gesti e alle parole ma rimangano
effuse come un magnetismo. È raro
ma accade.

Può darsi
che sia vera soltanto la lontananza,
vero l’oblio, vera la foglia secca
più del fresco germoglio. Tanto e altro
può darsi o dirsi.

Comprendo
la tua caparbia volontà di essere sempre assente
perché solo così si manifesta
la tua magia. Innumeri le astuzie
che intendo.

Insisto
nel ricercarti nel fuscello e mai
nell’albero spiegato, mai nel pieno, sempre
nel vuoto: in quello che anche al trapano
resiste.

Era o non era
la volontà dei numi che presidiano
il tuo lontano focolare, strani
multiformi multanimi animali domestici;
fors’era così come mi pareva
o non era.

Ignoro
se la mia inesistenza appaga il tuo destino,
se la tua colma il mio che ne trabocca,
se l’innocenza è una colpa oppure
si coglie sulla soglia dei tuoi lari. Di me,
di te tutto conosco, tutto
ignoro.

Narrative Medicine Book Club: Magic Mountain, Week 8

Week 8: This week’s pages were my favorite in the book so far. From the examination of Director Behrens’ paintings and in particular his portrait of Madame Chauchat, leading Castorp to expound on the link between science and art, how they “blend together because they have actually always been just one thing,” and into his new interest in studying human anatomy and the question of “what is life”…to that incredible pages-long rumination on life and on human anatomy all the way down to the molecular level. Wow! The writing here is nothing short of transcendent. Too many passages to quote; this last chapter, “Research,” is for me reason alone to read this entire book. Who’s with me??

 
For next week: Read to section “Walpurgis Night” in Chapter 5


Wirtualna Grupa Narracyjna: Czwartek 16 lipca, 18:00 CET

Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w dzisiejszej grupie narracyjnej!

Wspólnie uważnie przeczytaliśmy, dostępny poniżej, fragment „Bajki o Rašce” Oty Pavla w tłumaczeniu Justyny Wodzisławskiej.

Inspiracja do kreatywnego pisania brzmiała: „Niezwykła codzienność”.

Istotnym elementem pracy dzisiejszej grupy był gatunek literacki tekstu – bajka. Jej struktura znalazła odzwierciedlenie w dynamice grupy, która zdawała się dążyć do rozpoznania morału. Również niedosłowność zdarzeń, które składały się na fabułę była tematem dyskusji grupy. Wskazywano na to, jak „majstrowanie pociech pół na pół” stawało się zdarzeniem magicznym, pstrąg jawił się niczym mityczny stwór, a podział między chłopcami i dziewczynkami zaczynał odzwierciedlać konkurencję sportowych drużyn. Początek pracy odbywał się w atmosferze bliskości i towarzyszyło mu poczucie niezwykłości codzienności. Ważny okazał się również sam gest czytania, który stał się dla grupy wyrazem zaopiekowania. Głos niezgody, który pojawił się w trakcie interpretacji tekstu wywołał obserwowalną zmianę nastroju. Spowodowało to pojawienie się licznych zgłoszeń do wypowiedzi, które wywołały potrzebę ich uszeregowania, co przypominało rozproszenie dzieci w trakcie górskiej wycieczki. Komentarze uczestników były pełne rozkojarzeń, przypominały chwilowe impresje i niepowiązane ze sobą spostrzeżenia. Wypowiedzenie wprost podziału spowodowało osłabienie wrażenia wspólnego wędrowania, doprowadzając do poczucia kłębienia się w miejscu. Warto zaznaczyć również, że zarówno pierwszej, jak i drugiej części towarzyszyło poczucie nieśmiałości, jakby niepewności celu wędrowania, które zdawało się być niewypowiedzianą potrzebą przewodnika. Pewną zmianę przyniosła jedna z odpowiedzi na inspirację. Okazała się ona jakby deską ratunku dla rozproszonej grupy, przynosząc ulgę, spokój, także dzięki jej humorystycznemu wymiarowi. Tekst ten wprowadził też do rozmowy kategorię cudu, wokół którego rozwinęły się liczne refleksje, będące jakby morałem bajki dotyczącym (nie)zwykłości codzienności lub, jak wypowiedziała to jedna z osób, niedzienności cozwykłości. Motyw wędrówki został odczytany również w perspektywie metagrupowej – cały cykl wirtualnych grup narracyjnych został nazwany przez uczestników wspólną wyprawą, która również okazjonalnie pojawiającym się osobom dawała poczucie bycia włączonym we wspólny proces.

Zapraszamy do udziału w kolejnych sesjach, których terminy podane są na polskiej podstronie Wirtualnych Grup Narracyjnych. Najbliższa grupa odbędzie się 21 lipca (wtorek) o godzinie 18:00 – zarejestruj się już dziś.

Wszelkie pytania oraz prośby o organizację indywidualnych grup narracyjnych dla Waszych zespołów można przesyłać na adres: narrativemedicine@cumc.columbia.edu oraz humanistykamedyczna@cm.uj.edu.pl.

Do zobaczenia niebawem!


Ota Pavel

Bajka o Rašce
(fragment)

W niewielkim mieście Frenštát pod Radhoštěm, pośród beskidzkich lasów, żył sobie szewc Oldřich Raška. Pojął za żonę Bedřiškę i miał z nią czworo dzieci. Dwie córeczki, Věrę i Ladislavę, oraz dwóch synków, Zdenka i Jirkę. Trzeba być nie lada sztukmistrzem, żeby zmajstrować pociechy tak pół na pół.

(…)

W błękitnawe niedziele tata zabierał dzieci w góry. Błękitnawa niedziela to taka, gdy niebo jest błękitne i płyną po nim tylko obłoki jak białe baranki, i przeganiają ciężkie chmurzyska, co czasem siusiają na Matkę Ziemię. Lasy także niebieszczeją, pełne wonnych drzew, pachnących żywicą. I wszystko wokół jest tajemnicze niczym w zamku czarodzieja. A potoki są najbardziej niebieskie ze wszystkiego: w błękicie ultramaryny. Wysoko, w górze potoku, puszczasz łódeczkę z papieru, a u podnóża, gdy zaczyna lać jak z cebra, po rozpędzonej rzece gna parowiec.

Mały Jirka stał nad ultramarynowym potokiem i obserwował nieznanego stwora. Stwór płynął pod wodą i czasem wyskakiwał. Prężył się tak, że było widać jego czerwone i czarne cętki. Tata opowiedział Jirce, że to zwierzę to ryba – pstrąg. Taka ryba, która nie siedzi tylko na zapiecku ani nie ukrywa się zawsze za kamieniem, ale żyje głównie w bystrej wodzie. Ryba, która pokonuje wodospady i zdobywa góry. Ryba skoczek: potrafi latać.

A pstrąg jakby go usłyszał, przeciął powietrze i wskoczył do wodospadu. Zniknął w białym wirze wody czy może poleciał wysoko w błękitne niebo? Czy nie bawi się w chowanego z białymi barankami?

Tata Raška wchodził na szczyty zawsze pierwszy. A za nim gęsiego szły jego dzieci. Raz, dwa, trzy – to my, chłopcy. Cztery, pięć, sześć – teraz my, dziewczyny. Wędrowali przez malinowe zarośla, przez łąki pełne granatowych goryczek, przez pola czerwonych poziomek. Mijali żmije, które podnosiły łebki i zerkały, kto taki się tu kręci. Raškowie musieli dotrzeć aż na wierzchołek. Wyżej iść już nie było można, bo wyżej było już tylko niebo. Ojciec tak to zachwalał:

– Tu oddycha mi się najlepiej. To jest dopiero, mocium panie, powietrze. Łagodniejsze niż w warsztacie i jeszcze lepsze niż w Syberii.

Potem pozbierał wszystkie dzieci wokół siebie i poważnie im oznajmił:

– Gdy przyjdziecie tu w swoim czasie same, dostrzeżecie pod sklepieniem nieba skraj świata. A jak będziecie pracowite, odnajdziecie tam swoje szczęście.

Na niebie nie było ani jednej chmurki: to był złoty dzień. Kiedy padało, a czarne owce sikały z nieba bez ustanku, dzień był srebrny. Dzień czarny to taki, kiedy tata miał mnóstwo pracy, a dzieci musiały siedzieć w domu. A w tamtym złotym dniu, o którym opowiadamy, mama wyciągnęła z zawiniątka buchty. Były to wołoskie buchty z kapustą. A w blaszance przyniosła słabą kawę zbożową. Dzieci i dorośli zapełnili brzuszki, popili kawą i powędrowali z powrotem do Frenštátu. Byli szczęśliwi, a tata Oldřich śpiewał na cały głos:

Bo myśmy Wołosi
i każdy z nas przyzna:
Morawska Wołoszczyzna
to nasza ojczyzna…

przełożyła z języka czeskiego Justyna Wodzisławska

[Fragment „Bajki o Rašce” Oty Pavla w przekładzie Justyny Wodzisławskiej pochodzi z książki „Bajka o Rašce i inne reportaże sportowe” wydanej przez Wydawnictwo Dowody Na Istnienie w 2016 roku.]


Live Virtual Group Session: 12pm EDT July 15th 2020

32 participants gathered today from around the world to explore the form, tone, voice and resonance of the poem “Monet Refuses the Operation,” written by German-American poet Lisel Mueller. After introductions and a 10-second silence/centering, the group heard the poem read aloud twice (once as text only and then again while looking at an image of Rouen Cathedral, by artist Claude Monet.)

Initial questions of “Who is speaking? What do we know? What do our senses tell us?” provided momentum for a discussion of identity (could be Monet…or anyone), doctor/patient intersubjectivity (what is real vs. a “doctor’s real”), vulnerability (as an aging artist), and the illusion of reality (even with fixed points of reference).  We recognized that there is comfort in the idea that it’s ok to change, that there is a beauty in aging beyond what’s a baseline “normal” toward a perhaps-better “non-normal.”  Reality, it was said, is in the eye of the individual, and this vision of the artist seems to manifest itself in the poem about Monet as well as in his painting.

Our conversation settled into an exploration of tone (humorous?), reactions (some positive, others negative), form (“line breaks are illusions of borders, of thoughts”), and conflict (impressionism vs. realism).  The artist-patient urgency in the poem (“You say/I tell you”) informed our appreciation for the poem itself as art and our commitment to it as listeners/readers: what do we as individuals bring to the poem?

Participants wrote to the prompt “Write about a time you saw things differently.” One writer described herself as having been “stuck in quicksand” not being able to budge until she recovered a memory of “color singing in my soul.”  Another began a poem in the shadow of the Mueller text: “My son, your heart . . . .”  And our readings came full circle when our last writer, mirroring the text discussion that began with a reflection on aging, took us all the way back to a childhood vision of sweets.

Participants are warmly encouraged to share what you wrote below (“Leave a Reply”), to keep the conversation going here, bearing in mind that the blog of course is a public space where confidentiality is not assured.

Also, we would love to learn more about your experience of these sessions, so if you’re able, please take the time to fill out a follow-up survey of one to two quick questions!

Please join us for our next session Monday, July 20th at 6pm EDT, with more times listed on our Live Virtual Group Sessions page.

We look forward to seeing you again soon!


Monet Refuses the Operation by Lisel Mueller

Doctor, you say there are no haloes
around the streetlights in Paris
and what I see is an aberration
caused by old age, an affliction.
I tell you it has taken me all my life
to arrive at the vision of gas lamps as angels,
to soften and blur and finally banish
the edges you regret I don’t see,
to learn that the line I called the horizon
does not exist and sky and water,
so long apart, are the same state of being.
Fifty-four years before I could see
Rouen cathedral is built
of parallel shafts of sun,
and now you want to restore
my youthful errors: fixed
notions of top and bottom,
the illusion of three-dimensional space,
wisteria separate
from the bridge it covers.
What can I say to convince you
the Houses of Parliament dissolve
night after night to become
the fluid dream of the Thames?
I will not return to a universe
of objects that don’t know each other,
as if islands were not the lost children
of one great continent. The world
is flux, and light becomes what it touches,
becomes water, lilies on water,
above and below water,
becomes lilac and mauve and yellow
and white and cerulean lamps,
small fists passing sunlight
so quickly to one another
that it would take long, streaming hair
inside my brush to catch it.
To paint the speed of light!
Our weighted shapes, these verticals,
burn to mix with air
and changes our bones, skin, clothes
to gases. Doctor,
if only you could see
how heaven pulls earth into its arms
and how infinitely the heart expands
to claim this world, blue vapor without end.

Lisel Mueller, "Monet Refuses the Operation" from Second Language.
Copyright © 1996 by Lisel Mueller. 

Live Virtual Group Session: 6pm EDT July 13th 2020

With participants from around the U.S., Canada, the U.K. and India, we jumped into a discussion of the assemblage, “The Destiny of Latitude and Longitude” by Betye Saar.  Participants began by observing what they saw in the piece, noting the shape of the cage, which for some evoked the image of a beehive and for others had very feminine resonances, of a breast or of an antebellum hooped skirt.  The sailing vessels opened up a lot of speculation, recalling the pirate ship in Peter Pan and the world of childhood imagination; at the other end of the spectrum, some saw the history of the Middle Passage, of slave ships.  The dangling piece of rope suggested bondage, the lynching noose, and, for some, a lost promise of escape.  The hands reaching out in different directions were seen as “asking for help” or “reaching out to lift up.”  The facilitators noted that the artist, Betye Saar is African American, and that this piece (from 2010) was part of a series of works all contained in cages of different shapes.  The discussion turned to the art of assemblage, the repurposing of objects, a thing known in one context that is transformed when placed in a new context.  The African-American artistic tradition of re-purposing found objects was noted.  The surprising and marvelous experience of the piece, some suggested, was in part accounted for by the beauty and charm of the objects, including the rather innocent rendering of a crescent moon,  the toy-like ships, and the small bird seeking, it seems, a way out of the cage, in such startling combination with the hints at the horrors of the Slave Trade.  One participant observed that the piece made her feel like she couldn’t breathe.   

The prompt was: Describe an object you own that says something about your or your family’s history, and the responses were wonderful and varied, fig trees, a bronzed golfball, a desk lamp, a genetic marker for twins.  There was also an interesting and unexpected common thread of references to grandparents that manifested in the writing that was shared.

Participants are warmly encouraged to share what you wrote below (“Leave a Reply”), to keep the conversation going here, bearing in mind that the blog of course is a public space where confidentiality is not assured.

Also, we would love to learn more about your experience of these sessions, so if you’re able, please take the time to fill out a follow-up survey of one to two quick questions!

Please join us for our next session Wednesday, July 15th at 12pm EDT, with more times listed on our Live Virtual Group Sessions page.

We look forward to seeing you again soon!



Laboratori Di Medicina Narrativa: sabato 11 luglio dalle 16 alle 17.30

Siamo stati molto lieti di avervi qui con noi!

Abbiamo studiato insieme la fiaba, “Rosaspina”, dei fratelli Grimm.

In seguito, abbiamo usato il prompt, “C’era una volta…”. 

Condivideremo ulteriori dettagli della sessione nei prossimi giorni; vi invitiamo a rivisitare questa pagina nei prossimi giorni!

Invitiamo i partecipanti del laboratorio a condividere i propri scritti nella parte “blog” dedicata alla fine della presente pagina (“Leave a Reply”). Speriamo di creare, attraverso questo forum di condivisione, uno spazio in cui continuare la nostra conversazione!

Stiamo raccogliendo impressioni e breve feedback sui nostri laboratori di medicina narrativa su Zoom!

Questo breve questionario (anonimo, e aperto a chiunque abbia frequentato almeno un laboratorio) è molto importante per noi, e ci permetterà di elaborare sul valore dei nostri laboratori e sul ruolo dello spazio per riflettere e metabolizzare il momento presente. Vi preghiamo quindi di condividere le nostre riflessioni con noi! 


Rosaspina dei Fratelli Grimm

C’erano una volta un re e una regina che ogni giorno dicevano: “Ah, se avessimo un bambino!”. Ma il bambino non veniva mai. Un giorno, mentre la regina faceva il bagno, ecco che un gambero saltò fuori dall’acqua e le disse: “Il tuo desiderio sarà esaudito: darai alla luce una bambina”.

La profezia del gambero si avverò e la regina partorì una bimba così bella che il re non stava più nella pelle dalla gioia e ordinò una gran festa. Non invitò soltanto i suoi parenti, amici e conoscenti, ma anche le fate, perché fossero benevole e propizie alla neonata. Nel suo regno ve n’erano tredici, ma siccome egli possedeva soltanto dodici piatti d’oro per il pranzo, dovette rinunciare a invitarne una.

Dopo la festa, le fate diedero alla bimba i loro doni meravigliosi: la prima le donò la virtù, la seconda la bellezza, la terza la ricchezza, e così via (…). Dieci fate avevano già formulato il loro auspicio, quando giunse la tredicesima che voleva vendicarsi perché non era stata invitata. Ella disse ad alta voce: “A quindici anni, la principessa si pungerà con un fuso e cadrà a terra morta”. Allora si fece avanti la dodicesima, che doveva ancora formulare il suo voto; certo non poteva annullare la spietata sentenza, ma poteva attenuarla e disse: “La principessa non morirà, ma cadrà in un sonno profondo che durerà cento anni”.

Il re, sperando di poter preservare la sua bambina da quella grave disgrazia, ordinò che tutti i fusi del regno fossero bruciati. Frattanto, si adempirono i voti delle fate: la fanciulla era così bella, virtuosa, gentile e intelligente, che non si poteva guardarla senza volerle bene. Ora avvenne che, proprio il giorno in cui compì quindici anni, il re e la regina fossero fuori ed ella rimanesse sola nel castello. Girò dappertutto, visitò ogni stanza e giunse infine a una vecchia torre (…): in una piccola stanzetta c’era una vecchia con un fuso che filava con solerzia il suo lino.

“Oh, nonnina (…) Come gira quest’aggeggio!”, esclamò la fanciulla, e prese in mano il filo per filare anche lei. Ma non appena lo toccò, si compì l’incantesimo ed ella si punse un dito. Come sentì la puntura, cadde a terra in un sonno profondo. E il re e la regina, che stavano rincasando, si addormentarono anch’essi con tutta la corte. I cavalli si addormentarono nelle stalle, i cani nel cortile, le colombe sul tetto, le mosche sulla parete; persino il fuoco che fiammeggiava nel camino si smorzò e si assopì (…). Tutto ciò che aveva parvenza di vita, tacque e dormì.

Intorno al castello crebbe una siepe di fitte spine, che ogni anno diventava sempre più alta, finché arrivò a cingerlo completamente e a ricoprirlo tutto. (…) Nel paese si diffuse la leggenda di Rosaspina, la bella addormentata, come veniva chiamata la principessa; e ogni tanto veniva qualche principe che si avventurava attraverso il roveto tentando di raggiungere il castello. Ma non riuscivano a penetrarvi perché‚ le spine li trattenevano come se si fosse trattato di mani, ed essi si impigliavano e morivano miseramente.

Dopo molti, molti anni, giunse nel paese un altro principe; un vecchio gli parlò dello spineto che circondava un castello nel quale una meravigliosa principessa di nome Rosaspina dormiva con tutta la corte. (…) Molti principi avevano tentato di penetrare fra le spine ma vi erano rimasti imprigionati ed erano miseramente periti. Allora il giovane disse: “Io non ho timore: attraverserò i rovi e vedrò la bella Rosaspina”. Il vecchio cercò di dissuaderlo in tutti i modi, ma egli non gli diede retta.

Ora, proprio il giorno in cui il principe tentò l’impresa erano trascorsi cento anni. Quando si avvicinò al roveto, non trovò che fiori bellissimi che si scostarono spontaneamente al suo passaggio, ricongiungendosi alle sue spalle, sicché‚ egli passò illeso. Giunto nel cortile del castello, vide cavalli e cani da caccia pezzati che dormivano, distesi a terra; sul tetto erano posate le colombe con le testine sotto l’ala. Quando entrò, le mosche dormivano sulla parete (…) mentre la serva sedeva davanti al pollo nero che doveva spennare. Egli andò oltre e vide dormire tutta la corte e in alto, sul trono, dormivano il re e la regina. Proseguì ancora e il silenzio era tale che egli udiva il proprio respiro. Finalmente giunse alla torre e aprì la porta della cameretta in cui dormiva Rosaspina. Giaceva là, ed era così bella che egli non riusciva a distoglierne lo sguardo. Si chinò e le diede un bacio.

Come l’ebbe baciata, Rosaspina aprì gli occhi, si svegliò e lo guardò ridente. Allora scesero insieme, e anche il re, la regina e l’intera corte si svegliarono, e tutti si guardarono stupiti. I cavalli in cortile si alzarono e si scrollarono; i cani da caccia saltarono su scodinzolando; le colombe sul tetto levarono la testina da sotto l’ala, si guardarono intorno e volarono nei campi; le mosche ripresero a muoversi sulle pareti; il fuoco in cucina si ravvivò, si mise ad ardere e continuò a cuocere il pranzo (…); e la serva finì di spennare il pollo.

Poi furono celebrate con gran fasto le nozze del principe e di Rosaspina, che vissero felici fino alla morte.


Narrative Medicine Book Club: Magic Mountain, Week 7

Week 7: Hans Castorp achieves his “freedom” by writing home for the third time, telling his relatives he has to stay at the sanatorium and asking them to mail him his winter clothes. He has settled in, and begins to take real pleasure in his obsession with Madame Chauchat, even as the others around him titter about it. He is looking for “some satisfactory answer about the meaning and purpose of life,” and “would not have stayed with the people up here” had such an answer “been supplied” from “out of the depths of time.” I wonder what everyone makes of Settembrini’s long discourse toward the end of today’s pages…and the role of Settembrini in general. Looking forward to discussing on Sunday!

To register for Sunday’s meeting: www.narrativemedicine.blog/narrative-medicine-book-club

For next week: read to the section “Danse Macabre” in Chapter 5. 


Wirtualne Grupy Narracyjne: Wtorek 7 lipca, 18:00 CET

Dziękujemy wszystkim, którzy wzięli udział w dzisiejszej grupie narracyjnej!

Wspólnie uważnie wsłuchaliśmy się w utwór Stephane’a Wrembela zatytułowany „Nympheas (Lilie wodne), pochodzący z płyty „The Django Experiment V” – dostępny tutaj.

Inspiracja do kreatywnego pisania brzmiała: „Napisz o czymś, co chciałbyś/abyś usłyszeć lub o czymś, czego nie chciałbyś/abyś usłyszeć.”.

Dzisiejsza praca odbywała się pod hasłem uważnego słuchania. Uczestnicy wskazywali na to, jak bardzo wyostrzyła się ich percepcja, zarówno na detale samego utworu, jak i na pobrzmienia dynamiki grupy. Wypowiedzi poszczególnych osób, choć o różnym zabarwieniu, odmiennej perspektywie czy sposobie odbioru, harmonizowały ze sobą. Uczestnicy wsłuchiwali się w odrębne od ich własnych interpretacje, komentowali i wplatali je w swoje słowa. Pozostawali w dialogu nasuwającym na myśl odpowiadające na siebie instrumenty wykorzystywane w utworze. Wskazana została ponadto pewna trudność, wynikająca ze specyfiki tekstu muzycznego. Uczestnicy mówili o poczuciu braku odpowiednich narzędzi, czy też niedysponowania adekwatnym językiem opisu.

Reakcje, często skrajnie odmienne, stały się przyczyną wprowadzenia inspiracji otwartej na jeszcze szerszą niż zazwyczaj gamę odpowiedzi. W drugiej połowie spotkania panował nieco odmienny nastrój, praca zdawała się nieco spowalniać, odpowiedzi pojawiały się po chwilach przerwy. Pomimo niewielu treści wypowiadanych wprost w słowach, energia grupy była wciąż wysoka. Pod koniec pracy zaskakującą okazała się potrzeba ciszy oraz gotowość do jej grupowego doświadczenia. Uczestnicy ochoczo zgodzili się na chwilę wspólnego niemówienia. Była ona do tego stopnia satysfakcjonująca, że jej zakończenie spotkało się z niewielkim protestem, jednak umocowała ona poczucie wspólnoty oraz stworzyła jeszcze bardziej przyjazną atmosferę. Grupa spostrzegła, że pojawiające się chwile ciszy były integralną częścią dzisiejszego doświadczenia. Uczestnicy powiązali tę perspektywę z charakterem utworu, na którego całość składały się również chwile, w których cichnie wiodąca melodia.

Jak można było zauważyć brak ugruntowania w teorii muzyki w żaden sposób nie stanowił przeszkody do wyrażenia swojej perspektywy interpretacyjnej. Uczestnicy dostrzegli melodyjność mowy, która stała się intersubiektywnym językiem dzisiejszego spotkania.

Zapraszamy do udziału w kolejnych sesjach, których terminy podane są na polskiej podstronie Wirtualnych Grup Narracyjnych. Najbliższa grupa odbędzie się 16 lipca (czwartek) o godzinie 18:00 – zarejestruj się już dziś.

Wszelkie pytania oraz prośby o organizację indywidualnych grup narracyjnych dla Waszych zespołów można przesyłać na adres: narrativemedicine@cumc.columbia.edu oraz humanistykamedyczna@cm.uj.edu.pl.

Do zobaczenia niebawem!

***

Thank you to everyone who began with us the work during this very unusual session.

Together we listened closely to Stephane Wrembel’s “Nympheas” from the album “The Django Experiment V”– available here.

Our prompt for today was: “Write about something that you would like to hear or about something that you would rather not hear.”

Today’s work was a true experience of attentive listening. Participants pointed out how sharp their perception was, regarding both the details of the song itself and the dynamics of the group. The statements of individuals, even with different tones, perspectives, and methods of reception, harmonized with each other. Participants listened to interpretations separate from their own, commented, and weaved them into their words. They remained in a dialogue reminiscent of the corresponding instruments used in the song. A certain difficulty was also indicated, resulting from the specificity of the musical text. Participants talked about the sense of the lack of appropriate tools, or the lack of adequate description language.

Reactions, often extremely different, led to the introduction of the prompt open to an even wider range of responses than usual. In the second half of the meeting there was a slightly different mood. The work seemed to slow down a bit and answers appeared after moments of silence. Despite the few things were spoken directly in words, the group’s energy was still high. At the end of the work, the need for silence and readiness to experience it appeared surprisingly. The participants eagerly agreed to stay silent together for a while. It was so satisfying that ending the session was met with a little protest, but it strengthened the sense of community and created an even more friendly atmosphere. The group noticed that the moments of silence that were appearing during the work were an integral part of today’s experience. The participants associated this perspective with the character of the song, which also included moments in which the leading melody fades away.

As it could be seen, the lack of background in music theory was in no way an obstacle to expressing one’s own interpretation perspective. Participants noticed the melody of their speech, which became the intersubjective language of today’s meeting.

Please join us for our next session: Monday June 13th, 12pm EDT (in English), with more times listed on our Live Virtual Group Sessions page.

If you have questions, or would like to schedule a personalized narrative medicine session for your organization or team, email us at narrativemedicine@cumc.columbia.edu.

We look forward to seeing you again soon!


Live Virtual Group Session: 12pm EDT July 8th 2020

Today’s session welcomed 31 participants from around the United States and around the world, but most of us were sharing the experience of muggy air and, in Bristol, UK, even heavy rain – with the exception of Palo Alto, California, where sunshine abounded. Lucky Palo Alto! 

After our usual 10-second centering exercise, we read silently the poem “Meeting the Light Completely” by Jane Hirshfield, and then two participants read it aloud. Although only 65 words long, the poem generated a wonderful variety of responses. One person remarked that she tends to rush through her first reading of a poem to try to get a sense of it, but her heart skipped at the line “ruin your heart.” Others noticed the way the phrase “the chipped lip / of a blue-glazed cup” tripped us up even after hearing it several times, especially compared to the smooth sounds of the opening stanza. We thought about how the poem’s form might mirror the journey of a long relationship, with periods of calm and a machine-gun-like choppiness, though we had different instincts about when those periods might come. That choppiness and suspense would be further heightened with a slow reading that emphasized the line breaks, someone said. Another participant heard echoes of the human form in the cup’s lip and the curtain, which could be a gown. The line about “A table painted with roses” made us consider what we imagine in our heads — were they actually painted on the table, or was “painted” a metaphor for how a vase was decorating the space? What do we see? We also were reminded of works outside the text, like a declaration of love in the film Moonstruck where a character asks another to “be a fool with me.” As for the title, we thought about “light” in relation to truth, and noticed how “meeting” added a sense of forward direction, while “completely” led us to being at one with the world.   

Our writing prompt, “Write about what you found,” generated vivid and varied responses that spanned the abstract/metaphorical (“a path not taken”) to the specific and cinematic (a ring lost by its owner and found by its master, a la Lord of the Rings). Echoing the somewhat-staccato Hirshfield poem, writers experimented with narrative form, nuanced details, and “bookending” sensorial imagery with reflective questions (“Can one ever find what one loses?”). Writing in layers helped define particular spaces in new ways: a table was “trapped” under a stack of books and papers; a rag picker discovered a locket in a dump. With an economy and energy of language, each writer/reader added a personal flourish to their 4-minute expression of what was found (or what was lost then found). One participant noted that as a group, we traveled this journey of reading and writing together.

Participants are warmly encouraged to share what you wrote below (“Leave a Reply”), to keep the conversation going here, bearing in mind that the blog of course is a public space where confidentiality is not assured.

Also, we would love to learn more about your experience of these sessions, so if you’re able, please take the time to fill out a follow-up survey of one to two quick questions!

Please join us for our next session Monday, July 13th at 6pm EDT, with more times listed on our Live Virtual Group Sessions page.

We look forward to seeing you again soon!


Meeting the Light Completely  
by Jane Hirshfield

Even the long-beloved
was once
an unrecognized stranger.

Just so,
the chipped lip
of a blue-glazed cup,
blown field
of a yellow curtain,
might also,
flooding and falling,
ruin your heart.

A table painted with roses.
An empty clothesline.

Each time,
the found world surprises—
that is its nature.

And then
what is said by all lovers:
"What fools we were, not to have seen."

Poem copyright ©1994 by Jane Hirshfield, "Meeting the Light Completely,"
from Poetry of Presence: An Anthology of Mindfulness Poems, 
(Grayson Books, 2017).